Często spotykamy się z sytuacją, że strona musi być responsywna. Przez często mam na myśli zawsze 🙂 Mamy przecież XXI wiek, prawda? Dziś sieć przeglądana jest na różnorakich urządzeniach – ciężko przewidzieć skąd napłyną do nas ludzie. Niestety podejście do tego tematu jest dwojakie.

RWD, a „RWD”

To są właśnie te słynne dwa różne podejścia do tematu. To pierwsze jest przez nas propagowane, a drugie obserwujemy często w sieci wśród „front-endów”. Zacznę może od „RWD” – to tak naprawdę mechaniczne podejście do tematu. Takiemu programiście zależy na jak najszybszym oddaniu projektu i odebraniu swoich pieniędzy. Zazwyczaj praca w tej metodologii wygląda tak – wrzucę sobie rozdzielczość 768px, 320px i może hmm… 364px, ok, działa.

Nic bardziej mylnego!

Współczesne smartphone i tablety mają naprawdę zróżnicowane rozdzielczości. Takie podejście nie uchroni nas przed natarciem użytkowników z chociażby Lumią 950 XL (tak, mój telefon) 🙂  Trzeba pamiętać, iż każdy użytkownik jest ważny i nie możemy wykluczyć go ze względu na preferencje dotyczące rozmiaru wyświetlacza, systemu operacyjnego i przeglądarki.

Twórzmy RWD, a nie „RWD”

Czym jest to wspomniane wcześniej podejście propagowane przez nas? Tworzenie projektów „pixel perfect”. Wszystkie nasze strony testujemy na najpopularniejszych przeglądarkach oraz sprawdzamy responsywność co do piksela. Dzięki temu dostępność takiej strony jest znacznie wyższa niż po wykonaniu „RWD”. Efekt piorunujący, a nie wymaga dużo większego nakładu.

Dlaczego to jest takie ważne?

Korzystam często z różnorodnych stron internetowych na wielu urządzeniach, mam znajomych z najróżniejszymi urządzeniami. Wszystkich nas ogarnia irytacja, gdy twórcy o nas nie pomyśleli. Czujemy ogromną chęć opuszczenia tej niedopracowanej strony – niezależnie od tego, czy to sklep, czy strona naszego ukochanego piosenkarza. Strona powinna zachwycać, a nie wzbudzać negatywne emocje, prawda?

Twórzmy strony sercem, a nie portfelem 🙂